Piast Gliwice wysokim zwycięstwem z Widzewem Łódź rozbudził nadzieje kibiców, że najgorsze już za nimi.

W poniedziałek jedenastka z Okrzei zmierzyła się z Lechem Poznań, który w ubiegłym sezonie został wicemistrzem Polski, ale w tym nie prezentuje się rewelacyjne. Jak więc to możliwe, że Piast przegrał z naprawdę słabo grającym Kolejorzem? Trener Marcin Brosz postawił na piłkarzy, którzy w piątek pokonali Widzew 3:0. Tym razem kibice siedzący na trybunach z niedowierzaniem przecierali oczy. Podopieczni Brosza prezentowali poziom niewiele wyższy od tego, który możemy oglądać na boisku przy ul. Lekarskiej w Ostropie, gdzie gra występujący w trzeciej lidze zespół rezerw Piasta. Nic więc dziwnego, że piłkarzy schodzących do szatni po pierwszej połowie żegnały gwizdy.

Gorzej było po ostatnim gwizdku sędziego – brawo bili chyba tylko kibice Kolejorza, reszta gwizdała. Nic dziwnego, skoro Piast pierwszy celny strzał na bramkę oddał dopiero w… 88 minucie…

– Nie jesteśmy zadowoleni, nie mamy punktów. Graliśmy u siebie. Do tej pory nie przegraliśmy u siebie, a dziś porażka po raz kolejny z Lechem. Ciężko coś powiedzieć – mówił po meczu Damian Zbozień, obrońca Piasta.

Dokładnie, ciężko coś powiedzieć, bo przecież Piast w eliminacjach do Ligii Europy grał bardzo dobrze. Przeciwnik z Azerbejdżanu okazał się za mocny, jednak gliwiczanie byli waleczni i stwarzali sobie świetne sytuacje. Gdyby Piast tak zagrał z Lechem, to poznaniacy nie mieliby nic do gadania. Jednak nie zagrał. Co więc się zmieniło?
Po pierwsze od momentu, gdy z Gliwic do Szczecina przeniósł się Marcin Robak gliwiczanie grają bez typowego napastnika. Marcin Brosz stawia na Kamila Wilczka, jednak ten nie odnajduje się w tej roli. Z przodu próbuje walczyć jeszcze Ruben Jurado, jednak co z tego, że ogra kilku przeciwników, skoro później nie ma do kogo zagrać. Lekiem na całe zło miałobyć ściągnięcie do Gliwic Portugalczyka Rabioli. To napastnik występujący wcześniej m.in. w FC Porto.

Tylko jak ma on pomóc w wygrywaniu, skoro wchodzi zazwyczaj na 2-3 minuty przed końcem spotkania? To samo z Collinsem Johnem.

Piłkarz, który kilka lat temu reprezentował Holandię i zdobywał piękne bramki na Wyspach Brytyjskich dziś gra w rezerwach Piasta, a trener Brosz nie widzi go nawet w osiemnastce meczowej. – Collins musi dojść do formy – tłumaczy sztab szkoleniowy. Warto więc zadać pytanie – czy nie lepiej było dać podwyżkę Marcinowi Robakowi, zamiast podpisywać kontrakty z Collinsem i Rabiolą? Skoro piłkarze ci nie mają formy na grę nawet przez jedną połowę meczu, to po co ściągano ich do Gliwic?

Podobna sytuacja jest z Patrickiem Dytko. Ten młody zawodnik ściągnięty z rezerw Borusii Dortmund ma potencjał. Za każdym razem, gdy Piastowi nie idzie na boisku, to na trybunach słychać „Niech Brosz wpuści tego Dytko”. Młody piłkarz zagrał w Piaście zaledwie kilkadziesiąt minut, jednak zrobił na kibicach dobre wrażenie. Patrick rzadko dostaje szansę od Brosza, a jeśli już, to na kilka minut.

W rezerwach często gra także Mariusz Zganiacz. Kibice powoli zaczynają się dopytywać, gdzie jest Mariusz i dlaczego nie gra w pierwszym zespole. Marcin Brosz woli stawiać na Mateja Izvolta czy Pavola Cicmana, którzy – delikalnie mówiąc – w ostatnim czasie nie prezentują rewelacyjnej formy.
Kapitan Tomasz Podgórski potrafi dobrze wykonać rzut rożny, czy – co udowodnił w meczu z Widzewem – ładnie zagrać z rzutu wolnego. Jednak Podgórski także nie prezentuje się ostatnio zbyt dobrze, łatwo traci piłkę i nie potrafi pociągnąć gry zespołu.

Do Piasta dołączyło ostatnio kilku piłkarzy. Jedynym prawdziwym wzmocnieniem okazał się ściągnięty w ostatnim okienku transferowym Krzysztof Król.

Lewy obrońca radzi sobie dobrze, a czasem strzela gole. W meczu z Widzewem dwie bramki zdobył także inny obrońca – Csaba Horvath, jednak nawet to nie wpłynie na jego ogólną ocenę. Na swojej pozycji gra po prostu bardzo słabo. Gdy jeszcze pomaga mu Jan Polak, to obrona Piasta nie istnieje.

Najgorosze jest obecnie to, że Piast ma zawodników bez formy na boisku, ale ci, którzy mieliby ich zastąpić wcale nie grają lepiej. Artis Lazdins – fatalna gra, która poskutkowała tym, że nie łapie się do meczowej osiemnastki. Podobnie Łukasz Hanzel. Bartosz Szeliga dostał kilka razy szansę, jednak grał bez rewelacji. Napatnik Tomas Docekal – każdy, kto chodzi na mecze Piasta wie, co potrafi ten piłkarz…

Dobrze na boisku prezentują się obecnie trzej gracze: Dariusz Trela, Ruben Jurado oraz Mateusz Matras.

Niebawem zacznie grać Wojciech Kędziora. Król strzelców pierwszej ligi w sezonie 2011/2012, który pomógł Piastowi w awansie do Ekstraklasy, później dopadła go kontuzja. Czy wróci do formy sprzed kilkunastu miesięcy? Tego nie wie nikt.

Wiadomo jednak, że na stadionie przy ul. Okrzei trybuny świecą pustkami. Na mecz z takim przeciwnikiem jak Lech Poznań przyszło zaledwie 5200 kibiców. Tak zwany „młyn”, czyli sektory, z który prowadzony jest doping pustoszeje z meczu na mecz.

W najbliższym czasie Piast zagra na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Później derby z chorzowskim Ruchem. Na mecz z Piastem trener Lecha zaryzykował i mocno namieszał w składzie, co przyniosło dobry efekt. Może teraz czas, aby namieszał Marcin Brosz?

Może szansę powinni dostać Dytko, Krzycki, Zganiacz? Może pierwszą połowę w ataku powinien zagrać Rabiola, a drugą Collins?

Przecież, gdyby Collins zaprezentował na boisku tylko 1/4 tego, co prezentował w premier league, to byłby najlepszym piłkarzem ekstraklasy. Panie trenerze – kto to nie ryzykuje, ten nie ma.

(łf / fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news)


6 KOMENTARZE

  1. Słabo? Piast grał tragicznie! A co do Rabioli i Colina to ile oni razem zarabiają? Jesli okaże się że 60 tysięcy to naprawdę lepiej było je dac Robakowi który co mecz strzelał bramę

  2. Brosz zrobił bardzo dużo dobrego dla Piasta ale już czas na zmianę trenera. Każdy przeciwnik nas już rozpracował. Taktyka Brosza znana jest każdemu i później się dziwimy, że gdzie nie zostanie podana piłka tam czeka już trzech rywali. Panie Trenerze dziękujemy za wszystko ale Pana czas sie już skończył.

  3. Ci którzy byli na ostatnim meczu rezerw ze Skrą wcale nie tęskno do Collinsa w pierwszym składzie Piasta. Miał on przez ponad osiemdziesiąt minut pięć razy kontakt z piłką (W tym raz ręką). Ponadto z powodu braku siły i szybkości notorycznie na pozycji spalonej. Jego umiejętności trudno ocenić z uwagi na zbyt rzadki kontakt z piłką.

WASZYM ZDANIEM