Czy pracowników kancelarii odszkodowawczych nie należy już nazywać hienami? Historia, którą opiszemy wskazuje jednoznacznie.
Pani Beata miała miesiąc temu wypadek samochodowy. W jej samochód wjechał inny kierowca. Trafiła na kilka dni do szpitala. Gdy jeszcze leżała na szpitalnym łóżku zaczęły do niej docierać pierwsze informacje, że ktoś jej szuka w mieszkaniu jej ojca.
– Mężczyzna chodził i wypytywał sąsiadów mojego taty czy tutaj mieszkam. Bardzo zależało mu na zdobyciu mojego obecnego adresu lub chociażby numeru telefonu. Sąsiadom mówił, że miałam wypadek, a on jest z firmy ubezpieczeniowej. Potrafił przychodzić nawet kilka razy w ciągu dnia – opowiada nam pani Beata.
Pojawia się pytanie: skąd ten mężczyzna posiadał dane osobowe poszkodowanej w wypadku pani Beaty?
– Po kilku dniach przychodzenia do mieszkania mojego ojca w końcu go zastał. Gdy tata zapytał pana skąd wziął adres, pod którym jestem zameldowana odpowiedział, że podczas wypadku o zdarzeniu jest informowana policja, straż pożarna, pogotowie i… ich kancelaria – mówi pani Beata.
To zdaniem policji absolutnie niemożliwe. – Policja nie powiadamia tego typu kancelarii. Wszelkie dane osób biorących udział w wypadkach czy kolizjach są utajnione – zapewnia kom. Marek Słomski z gliwickiej policji.
Kiedyś, gdy dochodziło do wypadku obie strony mogły się zgłosić do policji i otrzymywały notatkę wraz z danymi drugiej osoby biorącej udział w zdarzeniu. Teraz prawo jest zupełnie inne. Jeśli ktoś bardzo chce, to notatkę otrzyma, ale dane drugiej osoby będą zamazane.
Pozostaje więc pytanie: skąd ten mężczyzna posiadał dane osobowe poszkodowanej w wypadku pani Beaty?
Podejrzenia padają na pracowników szpitala. Posiadają oni dostęp do pełnych danych pacjenta. Czy jednak ktoś odważyłby się sprzedawać dane poszkodowanych kancelariom odszkodowawczym? Prowizja zapewne kusi. Media w całym kraju informowały już o podobnych przypadkach.
Działalność kancelarii odszkodowawczych nie jest w żaden sposób uregulowana prawnie czy etycznie. Proponują one ofiarom wypadków „wywalczenie” wyższego odszkodowania, niż to zaproponowane przez ubezpieczyciela. Oczywiście pobierają sporą prowizję.
Ktoś zapyta: o co chodzi? Przecież poszkodowany może więc dostać więcej pieniędzy! Czy jednak kupowanie danych osobowych jest zgodne z prawem?
– Jestem oburzona. Jakim prawem ktoś mnie nachodzi i w ogóle w jaki sposób zdobył mój adres zameldowania? – denerwuje się pani Beata.
Policja radzi złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa ujawnienia danych osobowych.
Za udostępnienie danych osobom nieupoważnionym grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 2 lat lub do roku, jeśli sprawca działa nieumyślnie.
—
Dane osoby opisanej w artykule zostały zmienione na jej prośbę.
Łukasz Fedorczyk





