spot_img

Przejechałem całą Kolumbię, a najlepsze arepas znalazłem przy gliwickim Rynku

Arepas jadłem w Kolumbii wielokrotnie i za każdym razem wyglądały podobnie. To jedzenie proste, bez kombinowania, ale smaczne. Kukurydziany placek, chrupiący z zewnątrz, miękki w środku, czasem z serem, czasem z dodatkami, które zmieniają całość w konkretne śniadanie albo szybki lunch. To jedno z tych dań, które najlepiej pokazują, że kuchnia latynoamerykańska nie musi być skomplikowana, żeby zapadała w pamięć. Po powrocie do Polski byłem przekonany, że o taki smak będzie trudno. Tym bardziej byłem zaskoczony, że w Gliwicach można trafić na restaurację, która nie próbuje tej kuchni udawać, tylko rzeczywiście buduje menu wokół latynoskich inspiracji.

Przed wejściem coś do mnie mówi

Podchodzę do drzwi restauracji nieopodal Gliwickiego rynku i zanim zdążę nacisnąć klamkę, słyszę głos. Nie muzyka z wnętrza, nie kelner. Papuga. Stoi na słupku przed restauracją i ewidentnie chce pogadać. Zagaduje więc, opowiada o nowym menu, że zapraszamy, że miło, że wpadłem.

Kilkadziesiąt takich rozmów dziennie. Tyle szacuje się, że przeprowadza ta interaktywna instalacja AI. Gliwiczanie podchodzą, odpowiadają, nagrywają. Materiały krążą po lokalnych grupach i wychodzą daleko poza miasto. Niekoniecznie dlatego, że papuga mówi coś mądrego. Raczej dlatego, że mówi w ogóle, a nikt się tego w centrum Gliwic nie spodziewał. 

Przez próg wchodzi się do innego miasta

Locoloro – reastauracja w Gliwicach od samego wejścia pachnie jedzeniem – kakao, ciepłą kukurydzą i czymś korzennym, co trudno nazwać jednym słowem, a łatwo zapamiętać. Ciepłe barwy ścian, latynoskie detale, muzyka rytmiczna, ale nie nachalna. Locoloro działa jako Cocoa Bar & Latin Street Food i żadna z tych nazw nie jest przypadkowa. Kakao ze stuprocentowej pasty kakaowej, bez gotowych mieszanek. Street food w postaci empanad, panizzy, pão de queijo i arepas z oryginalnej kolumbijskiej mąki, bez zeuropeizowania przepisu. Szef kuchni ewidentnie nie lubi kompromisów, jak sam pisze w mediach społecznościowych: „Nie robimy fusion. Robimy latynoską kuchnię, która smakuje jak latynoska kuchnia.”.

Arepas, lepsze niż kolumbijskie

Ja postawiłem na arepa z wołowiną sous vide i jalapeño: zewnętrzna warstwa chrupiąca, nadzienie soczyste, pikantna nuta wyraźna, ale bez przesady. Potem wziąłem się za wersję z krewetkami i salsą mango, która idzie w zupełnie inną stronę: słodycz owocu, kwasowość limonki, krewetki sprężyste i dobrze przyprawione. Dwie arepas, dwa różne doświadczenia, oba uczciwe wobec oryginału.

Warto też spróbować empanady dostępnej w kilku wariantach: pão de queijo, panizza z chorizo albo (mój osobisty faworyt) wędzonym tofu. Do wszystkiego sosy własnej roboty: salsa fresca, sour cream z limonką, mango chilli i klasyczne guacamole. Każdy zmienia smak dania na tyle, że eksperymentowanie jest tu wskazane. 

Połączenie, które najbardziej przypadło mi do gustu to panizza ze słonym i lekko pikantnym wędzonym tofu w połączeniu z kremowym i kwaskowatym sour cream z limonką. A jeśli nie straszna wam pikanteria, postawcie na mango chilli, nie pożałujecie!

Poranny rytuał z charakterem

Śniadania od 9:00 do 12:00 to zestawy dopasowane do różnych poranków. Kakao zasługuje na chwilę uwagi. To gęsty, aromatyczny napój ze stuprocentowej pasty kakaowej, bogaty w minerały i antyoksydanty, przygotowywany w wersjach, które mogą zaskoczyć. Kto wpadał tu wcześniej tylko po kawę, po pierwszym kubku rozumie, że omijał najlepszą część.
locoloro gliwice

Kiedy robi się poważniej

Od południa karta wychodzi poza przekąski. Dania główne to nowy rozdział dla restauracji, która przez długi czas budowała reputację na street foodzie. Łosoś Mango Caribe z ziołowymi ziemniakami i salsą mango smakuje lekko nawet wtedy, gdy głód jest naprawdę duży. Żeberka Tierra Caliente z puree z batatów to danie, przy którym nie zerka się na zegarek.

Deski przekąsek w trzech formatach, na jedną osobę, na dwie albo imprezowa na całą grupę, to dobry sposób na próbkę całego menu naraz. Dla tych, którzy są tu po raz pierwszy, idealne wejście. Dla stałych bywalców, pretekst do przedłużania wieczoru bez specjalnej okazji i dzielenie się ze znajomymi.

Końcowy wniosek: warto przyjść nie tylko dla papugi

Przy stolikach łatwo zobaczyć, że każdy trafia tu po coś trochę innego. Jedni zaczynają dzień od śniadania i kakao, inni wpadają na arepas albo empanady, a jeszcze inni zamawiają deski i siedzą dłużej, niż planowali. Locoloro nie opiera się na jednym efekcie „wow”. Papuga przed wejściem zwraca uwagę, wystrój robi pierwsze wrażenie, ale jak w każdej restauracji ostatecznie i tak najważniejsza jest zawartość talerza. A tu karta jest na tyle szeroka, że można wpaść sprawdzić “z ciekawości” i wrócić już całkiem świadomie – wypróbować więcej opcji, podzielić się ze znajomymi i posmakować autentycznych smaków Kolumbii.
locoloro gliwice
Niespodzianka dla czytelników infogliwice.pl

Każdy odwiedzający Locoloro do końca kwietnia ma szansę na 10% zniżkę razem z kodem LOCO 26
Materiał partnera

ZOBACZ TEŻ

KOMENTARZE

reklamaspot_img
spot_img

AKTUALNOŚCI

KRYMINAŁKI