Między oszczędzaniem a sknerstwem

Oszczędzanie jest trudnym zadaniem, ale te trudności mogą mieć bardzo różny charakter. Na początku trudno nauczyć się dyscypliny finansowej, regularności czy choćby szacunku do niedużych kwot. Później jednak pojawia się inne ryzyko – ryzyko szukania oszczędności tam, gdzie wydatki są jak najbardziej uzasadnione, czyli sknerstwo.

Nie bądź sknerą

Sprawa jest poważna, ponieważ nie można ciąć wydatków w nieskończoność. W pewnym momencie okaże się, że ma to nieprzyjemne konsekwencje. O ile dyscyplina jest dobra i należy ją utrzymać, o tyle bezkrytyczne wycinanie kolejnych pozycji z budżetu prowadzi do tego, że tłumi się wewnętrzną ciekawość, nie wychodzi do ludzi, nie da o siebie prawidłowo i nie zapewnia bezpieczeństwa najbliższym. Brzmi to dość abstrakcyjnie, ale nadal jest mnóstwo ludzi, którzy uważają, że 70 złotych miesięcznie za dobre ubezpieczenie NNW to za dużo i nie mają żadnego ubezpieczenia. Niby mają trochę racji, ponieważ można znaleźć zdecydowanie lepszą ofertę i byłoby to w wielu przypadkach wskazane. Jednak jeśli wybór jest tylko między takim a żadnym, to wybierając brak ubezpieczenia, można zostać bez pieniędzy w razie wypadku.

Gdzie jest granica

Cała trudność polega na tym, żeby właściwie ocenić, co jest racjonalnym oszczędzaniem, a co już przesadnym skąpstwem. Można oszczędzić na wszystkim, łącznie z mydłem i chlebem, ale jeśli kończy się to na poszukiwaniu taniego pieczywa o fatalnej jakości albo zaniedbaniem higieny osobistej, to konsekwencje negatywne zdecydowanie przerosną te, które mogą wynikać z niewiele przecież bardziej zasobnego portfela. Trudno też sobie wyobrazić, żeby nagle zrezygnować z wydawania jakichkolwiek pieniędzy na swoje pasje albo choćby jednodniowe wycieczki od czasu do czasu. To wszystko jest potrzebne i generalnie w większości przypadków obcięcie wydatków do absolutnego zera jest kiepską decyzją. Nie można jednak powiedzieć, że można bez skutków ubocznych przyciąć je o 10, 20 50 czy 75%. To kwestia bardzo indywidualna, trzeba bowiem uwzględnić bieżącą zasobność portfela i indywidualne potrzeby.

Jak zabezpieczyć się przed pomyłką?

To, o czym zwykle się nie mówi, to po prostu pomoc drugiej osoby. Wiele osób prowadzi budżet nie tylko dla siebie, ale dla wspólnego gospodarstwa domowego. To świetnie, ale nie powinno to oznaczać niepodzielnego trzymania łapy na kasie. Niech inni członkowie rodziny też mają swój wkład w planowanie finansów. Raz, że wtedy budżet będzie bardziej sprawiedliwy, a dwa, że dzięki temu zawsze obok jest ktoś, kto stwierdzi, że pewne posunięcia są zbyt daleko idące i zbyt bolesne. Warto też patrzeć czasem wstecz – nie tylko na to, ile pieniędzy na poszczególne cele było wydawane kiedyś, ale także zastanowić się, czy wraz ze spadkiem wydatków w którymś momencie nie pogorszyła się ocena jakości życia. Jeśli tak i będzie to wyraźnie odczuwalne, to znaczy, że granica już została przekroczona, trzeba zrobić krok wstecz i poprawić bieżący budżet. W oszczędzaniu bowiem nie chodzi o to, żeby zgromadzić pieniądze. Chodzi o to, żeby mieć ich więcej na to, co daje przyjemność i zabezpieczyć się na przyszłość. Gromadzenie pieniędzy kosztem bieżących przyjemności nie może trwać w nieskończoność. Radykalne zaciśnięcie pasa pozwala na jakiś ruch ratunkowy, ale na dłuższą metę nie kończy się ratunkiem, tylko uduszeniem. Nie taki jest cel oszczędzania – temu właśnie ma ono zapobiegać.

spot_img

ZOBACZ TEŻ

KOMENTARZE

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
spot_img

AKTUALNOŚCI

KRYMINAŁKI