W pierwszej połowie meczu pomiędzy Piastem Gliwice a Górnikiem Zabrze doszło do zamieszania i przepychanek z ochroną.
Większość akcji została przez nas nagrana, postanowiliśmy opublikować jeden, bardzo istotny moment. Na filmie widać jak jeden z ochroniarzy atakuje stojących kibiców. Biega między fanami Piasta i używa gazu wobec ludzi, którzy stoją bezczynnie. Warto jednak zadać pytanie: dlaczego doszło do starcia z ochroną?
– Po kilkunastu minutach ultrasi rozpoczęli przygotowania do prezentacji oprawy. Jednak nie było dane im ich skończyć, bo zarządzono bezsensowną interwencję ochrony, która z całym impetem wtargnęła pod trybuny i zaczęła wszystkich na ślepo gazować – piszą kibice na swojej stronie.
– Zamęt i zdezorientowanie trwało kilka minut i w końcu białe kaski opuściły nasz sektor uprzednio niszcząc naszą oprawę – czytamy dalej.
– Oprawa, która została zaprezentowana podczas meczu to zaledwie 1/4 przygotowanej choreografii. Oprawa ta była naszą drugą z największych opraw. Niestety kierownik ds. bezpieczeństwa na stadione Piasta wydał ochronie polecenie potargania oprawy oraz sprowokowania kibiców do awantury. Wielu kibiców zostało dotkliwie pobitych oraz została zniszczona większa część oprawy, która została wykonana za pieniądze wszystkich kibiców – piszą fani Piasta.
Nie mówimy, że kibice są święci, ale na załączonym obrazku widać kogo poniosły nerwy. Pan z ochrony widocznie nie potrafi zapanować nad emocjami.
Na forach internetowych i portalach społecznościowych kibice piszą wprost, że to nie pierwszy raz w ten sposób zachowywali się ochroniarze. Fan innej, polskiej drużyny napisał na Facebooku: „Nie dziwię się, że na stadionie w Gliwicach wiecznie nie ma frekwencji, skoro klub walczy ze swoimi kibicami”.
Jak się dowiedział portal piast.gliwice.pl, kibice nie zgłosili, że akurat ta oprawa pojawi się na trybunach, a taki jest obowiązek. Wszystko, co pokaże się na stadionie musi przed meczem zaakceptować delegat.
W ostateczności na trybuny został wciągnięty wyłącznie napis „Piast”.
Zobacz zdjęcia z meczu
(fot. Adam Ziaja)
[nggallery id=148]





